Istoty, które dotąd znaliście tylko z legend, istnieją naprawdę i, choć ukrywają swą prawdziwą naturę, to śmiało korzystają z uroków życia, dumnie nazywając się między sobą nadludźmi. Są wszędzie: pracują jako lekarze, fryzjerzy, ekspedienci i bankierzy. Prawdziwym siedliskiem "nadludzi" jest Hollywood i... polityka. Chyba Was to nie dziwi? Polski rząd aż się roi od krwiopijców.
O pisarzeniu
Moje doświadczenie w pisaniu jest równe niemal zeru - to opowiadanie jest swoistą rozgrzewką dla mych skostniałych palców, ćwiczeniem i traktując to w ten sposób raczej się nie zawiedziesz. Krytykę przyjmuję z wdzięcznością.
wtorek, 20 sierpnia 2013
Pisz po pijaku, redaguj na trzeźwo.
"Write drunk. Edit sober.", Ernest Hemingway. Może Ernestowi wysokoprocentowe trunki pomagały w tworzeniu, mi, wręcz przeciwnie. Dzisiejszy wieczór zakrapiany rumem i absyntem, choć w doborowym towarzystwie, nie był zbyt łaskawy dla słowa pisanego. Może wyciągi z południowoamerykańskich roślin okazałyby się dużo bardziej dobroczynne? Pointa jest taka, że nowy rozdział ukaże się najwcześniej w środę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ha, w Borutowicach, nad rzeką Biesą nie trzeba pejotla żeby zaliczyć bliskie spotkanie z wodnikiem, pogawędkę z aniołem, a nawet "lizanko" z wilkołakiem ;).
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział.
that's the point :)
Usuń--
storyoframona.blogspot.com
Jednym komentarzem podsumowałeś moje opowiadanie lepiej niż ja zdołałabym to zrobić kiedykolwiek i jeszcze wywołałeś u mnie śmiech, o co niełatwo z rana, propsy!
OdpowiedzUsuń