O pisarzeniu

Moje doświadczenie w pisaniu jest równe niemal zeru - to opowiadanie jest swoistą rozgrzewką dla mych skostniałych palców, ćwiczeniem i traktując to w ten sposób raczej się nie zawiedziesz. Krytykę przyjmuję z wdzięcznością.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Strefa nadludzi (część pierwsza)

22.06.2013. 

     Tej nocy sny były pełne nasyconych czerwienią obrazów przemocy. Obudziłam się z przyspieszonym biciem serca i niejasnym poczuciem strachu. Zegar pokazywał kwadrans po czwartej. Koszmar stał się na powrót tylko nocną marą, umykającą pospiesznie w niepamięć.
- O dwie godziny za wcześnie - zachrypiałam rozpaczliwie. Niechętnie przeniosłam wzrok na Maela. Siedział w fotelu z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Mata, kołdra i poduszki, które rozłożyłam wieczorem na podłodze wydawały się być nietknięte. - Czy ty w ogóle sypiasz? - spytałam. Pokręcił lekko głową. Przewróciłam oczami i powoli usadowiłam się na brzegu łóżka, ziewając przeciągle.
- Nie spałaś dziś tak twardo jak zwykle - zauważył, bystrzak jeden.
Zwykle w nocy jest tu ze mną tylko Homet - warknęłam. - Zwykle nie jestem topiona przez słowiańskie demony. Zwykle nie mam pojęcia o istnieniu aniołów i demonów. Zwykle nie rozmyślam nocami nad tym, co czeka ludzkość! - Poczułam jak krew podchodzi mi do twarzy, a oczy wypełniają się łzami. Nie patrząc na anioła, wstałam i poczłapałam do łazienki. Gdy odwróciłam się, by zamknąć za sobą drzwi, zobaczyłam, że Mael stoi o krok za mną.
- Chyba sobie żartujesz. - Zaśmiałam się nerwowo i zatrzasnęłam drzwi tuż przed anielską fizys.
W lustrze spotkałam znużone spojrzenie podkrążonych, szarych oczu. Własna twarz wydała mi się obca, nienaturalnie blada i jeszcze mniej sympatyczna niż zwykle. Westchnęłam ciężko, starając się obmyślić strategię działania, ale nic sensownego nie przychodziło mi do głowy.
*
Gdy wróciłam ze sklepu, zbliżała się szósta. Parząc kawę, zastanawiałam się, co mnie dzisiaj czeka. Może jakiś wampir spróbuje wyssać mi krew albo spotkam jednorożca, wskoczę mu na grzbiet i popędzimy razem na koniec tęczy?
Ze zdawkowych wyjaśnień Maela wynikało, że istoty, które dotąd znałam tylko z legend, istnieją naprawdę i, choć ukrywają swą prawdziwą naturę, to śmiało korzystają z uroków życia, dumnie nazywając się między sobą nadludźmi. Są wszędzie: pracują jako lekarze, fryzjerzy, ekspedienci i bankierzy. Prawdziwym siedliskiem "nadludzi" jest Hollywood i... polityka. No tak, pomyślałam, w końcu nasz rząd aż się roi od krwiopijców.
Na przestrzeni dziejów, wiele istot magicznych zapadło w coś w rodzaju snu, ale teraz, jak jeden mąż, budzą się powoli do życia, zupełnie niezaznajomione z konspiracyjną polityką "nadludzi" i tym, jak funkcjonuje współczesny świat. Mael nazwał ich prymitywami bez krzty ogłady. Wodnik był przykładem takiego przebudzonego niedawno stwora.
Usadowiłam się przy stoliku, pociągnęłam duży łyk kofeinowego naparu, popatrzyłam chwilę na Pallmalla, trzymanego w lewej ręce i zapalniczkę w prawej, po czym beznamiętnie podpaliłam papierosa.
- Przecież rzuciłaś trzy lata temu. - W głosie anioła wyczułam zawód. Zaciągnęłam się gryzącym dymem.
- Długo jesteś moim aniołem stróżem? - spytałam, ignorując jego uwagę.
- Odkąd zostałaś poczęta - odpowiedział poważnie. Zaczęłam żałować, że zadałam to pytanie, ale to nie powstrzymało mnie, by rzucić kolejnym:
- Więc znasz mnie lepiej niż ja sama - ciągnęłam. Kiedy kiwnął głową, dotarło do mnie pełne znaczenie tego, że opiekował się mną jeszcze zanim się urodziłam. Przeszedł mnie chłodny dreszcz. Nagle zrozumiałam, że dzielę z nim wszystkie moje tajemnice, upokorzenia i intymności. Poczułam jak moja niechęć do niego rośnie, a w wraz z nią poczucie zagubienia i bezradności. Żar papierosa zbliżył się do filtra. Zdusiłam go w popielniczce i zapaliłam kolejnego. - Więc dlaczego, do cholery, nie wracasz do nieba czy skąd tam przylazłeś i nie pilnujesz mnie jak dotąd - z oddali? - Mówiłam cicho. Zimno mojego głosu zaskoczyło nawet mnie samą.
- Dla twojego bezpieczeństwa - odparł i coś, jakby cień emocji w tonie jego głosu sprawił, że oderwałam wzrok od żarzącego się papierosa i spojrzałam mu w oczy. Nie dostrzegłam w nich nic szczególnego. Jeśli była w nich choćby namiastka uczucia, już dawno zniknęła albo skryła się w połaciach anielskiej świadomości.
*
     Gdy wykonałam wszystkie moje poranne rytuały, poczułam się odrobinę spokojniejsza.
- Dzisiaj nie idziesz do pracy - oznajmił Mael akurat, gdy pakowałam drugie śniadanie. - Musisz kogoś poznać.
Zaśmiałam się niemal histerycznie, czując jak namiastka spokoju, którą wywalczyłam, odchodzi w zapomnienie.
- Zabawne. - Pokręciłam głową w niedowierzaniem. - A rachunki będę opłacać w naturze, bo tobie zachciało się ciągać mnie gdzieś po mieście.
- Nie żartuję - ciągnął, a ja wiedziałam, że to prawda. - Już poinformowałem Karola...
- Cooooo?! - przerwałam mu, siadając z wrażenia. - Czyś ty osza...?! - Nie dokończyłam, gdyż Mael zasłonił moje usta dłonią.
- Może być tak wysłuchała mnie do końca, narwany babsztylu - syknął. - Zadzwoniłem do niego, gdy byłaś w łazience - kontynuował, a ja zapragnęłam zamordować go w jakiś niewyszukany, okrutny sposób. Zadzwonił do mojego szefa o bladym świcie, żeby powiedzieć mu, że nie zjawię się dzisiaj w pracy. Oczami wyobraźni widziałam siebie płaszczącą się przed Karolem i błagającą o możliwość kontynuowania kiepskiej pracy za psie pieniądze. - Dał ci tygodniowy, płatny urlop - oznajmił, odsuwając rękę od mojej twarzy. Siedziałam na łóżku z otwartymi ustami, a jego słowa docierały do mnie bardzo powoli.
- Jak? - bąknęłam cicho. - Czy te twoje sztuczki jedi działają na odległość?
Anioł skinął głową. Nagle wydał mi się całkiem sympatyczny.
*
    W milczeniu przemierzaliśmy ulice Borutowic. Zamyślona, nie od razu spostrzegłam, gdy znaleźliśmy się w nieznanej mi części miasta. Trawa tu była jakby zieleńsza, tynk na budynkach świeższy, a ludzie ładniejsi. Do tego niemal wszyscy przypatrywali się nam z zaciekawieniem.
- Myślałam, że nie istnieje w Borutowicach miejsce, w którym nie byłabym choć raz - przyznałam.
- To jest strefa niedostępna dla ludzi - rzekł spokojnie.
- Chcesz powiedzieć, że - Zniżyłam ton do szeptu. - to jest strefa "nadludzi"?
Odpowiedzi na moje pytanie dostarczył mi, majaczący w oddali, olbrzymi, czarny wilk, którego początkowo wzięłam za awangardową rzeźbę. Im bardziej się do niego zbliżaliśmy, tym chwiejniejszy był mój krok i mniejsza pewność siebie. Mimowolnie przysunęłam się do Maela, ledwo powstrzymując się, by nie złapać go za rękę. Gdy od wilkołaka dzieliło nas zaledwie kilka metrów, stwór odwrócił do nas łeb i zlustrował mnie spojrzeniem czarnych ślepi. Zamarłam w nadziei, że monstrum nie dostrzeże tego, co się nie rusza. Ku mojemu przerażeniu, mierzące kilka metrów bydlę wstało i ruszyło w naszą stronę. W panice schowałam się za aniołem, ale ten odsunął się, robiąc potworowi miejsce. "Co z ciebie za anioł stróż?!" - chciałam wrzasnąć, ale nie byłam w stanie wykrztusić choćby słowa. Bestia zbliżyła pysk do mojej twarzy i pociągnęła czarnym nosem wielkości męskiej pięści. Wstrzymałam oddech, czując narastające napięcie. Chwilę potem poczułam podmuch powietrza wprawionego w ruch przez ogon potwora i ciepły, psi oddech. Paraliżujący strach ustąpił miejsca panice. Odwróciłam się i pędem ruszyłam przed siebie, ale, nim zdołałam przebiec choćby dwa metry, zostałam powalona na ziemię ciężkim łapskiem. Jednym ruchem wielkiej łapy przewrócił mnie na plecy. Byłam pewna, że zaraz odgryzie mi głowę, ale zamiast tego, polizał mnie tylko po twarzy. Skrzywiłam się i, mogłabym przysiąc, że dostrzegłam uśmiech na wilczym pysku. Oczy błysnęły mu przebiegle, jakby chciał powiedzieć, że jeszcze się spotkamy, po czym odszedł wolnym krokiem w stronę lasu.
Podniosłam się, odrzucając pomoc Maela i posłałam mu najbardziej piorunujące z moich spojrzeń.
- Miałeś mnie chronić - fuknęłam.
- Przecież nie miał złych zamiarów - odparł zdziwiony moim poirytowaniem. - Poza tym, lepiej nie drażnić wilkołaka bez potrzeby, szczególnie tak starego.

1 komentarz:

  1. Rozumiem, że Borutowice to takie polskie Miasto Aniołów :). Nie mogę znaleźć na mapie, jest fikcyjne czy prawdziwe? Tak czy inaczej popieram umieszczanie akcji w polskich realiach.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń