O pisarzeniu

Moje doświadczenie w pisaniu jest równe niemal zeru - to opowiadanie jest swoistą rozgrzewką dla mych skostniałych palców, ćwiczeniem i traktując to w ten sposób raczej się nie zawiedziesz. Krytykę przyjmuję z wdzięcznością.

piątek, 23 sierpnia 2013

Strefa nadludzi (część druga)

     Staliśmy przed nieprzeciętnie przeciętnym budynkiem. Właściwie, jego pospolitość wyróżniała go na tle innych budowli w strefie nadludzi. Szaro-bury kolor ścian, banalne firanki w oknach, zwyczajne drzwi i nijaki dzwonek, który wcisnął Mael, składały się na sztampowy dom z ogródkiem. Po długiej chwili otworzyła nam drobna kobieta o dobrotliwym spojrzeniu i przyprószonych siwizną włosach spiętych w kok. Spojrzała najpierw na mnie, później na anioła, pokiwała energicznie głową i zaprosiła nas gestem ręki. Mael wszedł pierwszy, a ja w ślad za nim. Moje nozdrza od razu zaatakował ostry zapach formaliny, oczy zaszły łzami.
- Lucjan już na was czeka - zaskrzeczała kobieta, drepcząc z wolna wąskim, obitym deskami korytarzem. Choć przeciętny z zewnątrz, wewnątrz dom był kolokwialnie mówiąc, dziwaczny. Z osobliwej, drewnianej tapety wystawały pordzewiałe gwoździe, na których pozawieszano wisiory. Wśród niektórych rozpoznałam talizmany i amulety z różnych zakątków świata. Szliśmy, zdecydowanie zbyt wolno, mijając kolejne pokoje, a korytarz zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Z zewnątrz dom wydawał się mniejszy. Może to dzięki magii - pomyślałam nagle i wzdrygnęłam się. Ta myśl szybko nabrała rangi przekonania. Byłam pewna, że dom jest zaczarowany. Czas wydawał się płynąć tu wolniej, a jednocześnie niespokojniej. W końcu, po upływie mniej więcej wieczności, zatrzymaliśmy się. Kobieta zapukała do białych drzwi i bez słowa ruszyła dalej, w głąb niekończącego się holu. Zdałam sobie sprawę, że nie staliśmy nawet w połowie korytarza. Jasne drzwi uchyliły się i wyjrzał zza nich wysoki, smukły mężczyzna. Na nasz widok jego brodata twarz rozpromieniła się.
- Wchodźcie, zapraszam. - Jego głos przypominał skowyt maltretowanego psa. Skrzywiłam się mimowolnie, ale wmaszerowałam posłusznie, oglądając się na Maela. Stanął w progu z zagadkowym wyrazem twarzy. 
- Lucek - zaczął. - Mogę ją z tobą zostawić na godzinę?
Z niedowierzaniem wbiłam wzrok w anielską twarz.
- Nie ma sprawy - odparł brodacz. - Czemu?
- Liberum veto, do cholery! - wrzasnęłam rozpaczliwie. - Miałeś mi stróżować, mówiłeś, że nie odstąpisz mnie na krok, a teraz zostawiasz mnie z jakimś obcym facetem? Traktujesz mnie jak domowe zwierzątko, które można podrzucić każde... - W jednej chwili przestałam odczuwać bunt przeciwko takiemu obrotowi spraw. Moje myśli zwolniły przyjemnie, by zaraz przepaść bez śladu. Ze stoickim spokojem pogodziłam się z decyzją stróża.
- I tak chciałaś ode mnie odpocząć. - Głos anioła był niezwykle kojący. Zgodziłam się z nim bez wahania. - Z Lucjanem będziesz nawet bezpieczniejsza. Niedługo wrócę. 
- Z nim będę bezpieczniejsza - stwierdziłam, zachwycona perspektywą spędzenia godziny z nieznajomym mężczyzną. 
- Wybacz - rzucił, zamykając mi drzwi przed nosem. 
Obróciłam się ożywiona na pięcie i posłałam Lucjanowi promienny uśmiech.
- Ach tak - wymamrotał, drapiąc się po brodzie. Podszedł do stołu, stanowiącego jedyny mebel brudnego pokoju i otworzył leżącą na nim stalową walizkę. Z zaciekawieniem przyjrzałam się jej zawartości. 
- To dla mnie? - spytałam z podnieceniem, czując się jak dziecko rozpakowujące prezenty w Boże Narodzenie. Mężczyzna zaśmiał się jękliwie. 
- Nie wszystkie, oczywiście. Musisz wybrać. Ten, na przykład, deringer, to połączenie klasyki i lekko...
- Ten - przerwałam mu, wskazując na najmniejszy z pistoletów.
- Bardzo dobry wybór. - Lucjan  wyszczerzył duże zęby w krzywym uśmiechu, wyjmując broń. - Rewolwer Smith&Wesson. Kompaktowy i leciutki. Dla ciebie idealny.
Zamknął walizkę i przestał się uśmiechać. W brązowych oczach dostrzegłam prawdziwą pasję. Wytłumaczył mi działanie broni, strzelając słowami jak z karabinu maszynowego. Gdy przerwał słowotok, pokazał jak czyścić, przeładować, zablokować, odblokować i wycelować broń. Wcisnął mi w dłonie pistolet i kazał powtórzyć te wszystkie czynności. Trochę niezgrabnie, ale poradziłam sobie z tym bez większych trudności. Poczułam jak zapał i dobry humor, wywołane przez anielskie-jedi-sztuczki powoli mnie opuszczają. Mężczyzna chyba wyczuł tę zmianę, bo popatrzył na mnie z ukosa, unosząc brew. 
- Skurczybyk - syknęłam z narastającą złością. Wystartowałam w stronę drzwi, gdy nagle poczułam na ramieniu rękę Lucjana. Odwróciłam się gwałtownie i wycelowałam broń w jego krocze. - Nawet nie próbuj mnie zatrzymywać - warknęłam. Brodacz natychmiast cofnął ręce i uniósł je do góry. Wyszłam z pokoju, śmiejąc się histerycznie i jak burza pognałam do wyjścia.
- Cholerny Mael... - Usłyszałam za sobą głos Lucjana. 
     Biegłam, czując na sobie spojrzenia nieludzi. W głowie ułożyłam niemisterny plan ucieczki z miasta. Nawet, jeśli okazałaby się bezcelowa, zamierzałam spróbować. Na moje szczęście, żaden przerośnięty wilk czy inny stwór nie próbował się ze mną zaprzyjaźniać. Po kilku minutach szaleńczego biegu rozpoznałam ludzką część miasta. Odetchnęłam lekko, lecz nie zamierzałam zwalniać. Zatrzymałam się dopiero pod drzwiami kawalerki.
Homet wpatrywał się we mnie żółtymi, nieufnymi oczyskami, gdy miotałam się po całym mieszkaniu, pakując się do niewielkiego plecaka. Włożyłam do niego tylko najpotrzebniejsze rzeczy, pieniądze i dokumenty, po czym narzuciłam go na plecy. Wzięłam kota pod pachę i wybiegłam z mieszkania... Prosto na Maela.
- Ty durna, nieostrożna... - W jego głosie po raz pierwszy słychać było emocje, których odbicie zobaczyłam również na twarzy. Był wściekły. 
- To ja powinnam się złościć. - Mówiłam cicho, czując, jak rośnie we mnie irytacja. - Podły, manipulatorski... - urwałam, dłoń zacisnęłam w pięść i z całej siły wymierzyłam ją w anielskie lico, trafiając prosto w nos. - Bucu! - dokończyłam. Widząc zaskoczoną minę Maela i krew płynącą po jego brodzie, poczułam dziką satysfakcję, choć ręka bolała jak diabli, a rana na pewno się już zagoiła. Dopiero wtedy zauważyłam Lucjana. Stał za aniołem i przypatrywał mi się z mieszanką podziwu i fascynacji. Zapadła dłuższa cisza, którą przerwał Homet, miaucząc nieśmiało. - Jeszcze raz użyjesz na mnie tych swoich jedi sztuczek, a cię zabiję - ostrzegłam, wpuszczając kota do mieszkania. - Teraz nawet mam czym. - Poklepałam się po wypukłości w okolicy biodra.
- No właśnie - zgodził się ze mną Lucjan. - Chodź, nauczymy cię korzystać z tej giwery! - krzyknął z entuzjazmem i ruszył w dół schodami. Ja i Mael wciąż staliśmy w miejscu, lustrując się wzrokiem. Dopiero wtedy zauważyłam krótkie, blond kosmyki włosów opadające na jego twarz. 
- Zahipnotyzowałeś mnie i zostawiłeś z nim, żeby pójść do fryzjera? - spytałam z niedowierzaniem.
- Tak - warknął. 
- Ty w ogóle nie potrafisz obchodzić się z ludźmi - westchnęłam. - Jakim cudem dostałeś tę robotę? Nie odpowiadaj, nie chcę wiedzieć. - Pokręciłam głową.
- Możemy już iść? - Niecierpliwił się. 
- Pod warunkiem, że przyrzekniesz, że już nigdy nie użyjesz na mnie tych anielskich czarów - odparłam spokojnie. - Na Boga - dodałam. Na anielskim obliczu po raz pierwszy pojawiła się konsternacja. 
- Przyrzekam - mruknął niechętnie po długiej chwili. - Na Boga.
- Swoją drogą, tamta fryzura była o niebo lepsza - rzuciłam, wymijając go i zeszłam po schodach.

4 komentarze:

  1. Myślałem, że Mael to większy bohater, a ten do fryzjera idzie :). Lucek wyszedł nieźle, ale najlepsza jest i tak... Właśnie, jak się nazywa główna bohaterka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo jak narzeczona Stana ;)
      ~Łysaga

      Usuń
    2. A faktycznie, w rozmowie telefonicznej z kumpelą padło jej imię. Ja, jakbym mojego kota pod pazuchę wziął to bym był cały podrapany :).

      Usuń
  2. Trafiłam przez przypadek. Myślałam, że zastanę tu nastoletnie bzdury, niepoprawnie zapisane dialogi i masę głupich błędów, bo to taki nowy blog, na dodatek z niby niedoświadczoną w pisaniu autorką... Cholera, jakże się pomyliłam!
    Bardzo podoba mi się Twój styl, czytając kolejne akapity odnoszę wrażenie, że pisanie przychodzi Ci z ogromną łatwością, ot takie bawienie się słowami. No, a skoro jest to dopiero rozgrzewka, to boję się pomyśleć, co będzie dalej. "Boję się" w pozytywnym znaczeniu ;).
    Historia mnie wciągnęła, z niecierpliwością czekam na dalsze losy bohaterki.
    Pozdrawiam cieplutko, Aleksandra.
    ps. Tylko, kurczę, po przeczytaniu Twojego opowiadania, dochodzę do wniosku, że moja twórczość to dopiero rozgrzewka rozgrzewki :D

    OdpowiedzUsuń